Na
wstępie chcę przeprosić moich kochanych czytelników że musieli
tyle czekać na następnym rozdział. ALE biorę się w garść i
piszę, piszę! Szczególnie teraz kiedy mam ferie, mam czas, sprzęt
i wenę.
-xdayxlightx
(zaszła mała zmiana z Mrs. Hemmings na xdayxlightx. Pod tą nazwą
znajdziecie mojego twitter'a gdzie będę zamieszczać posty
dotyczące bloga) Również od tego rozdziału zaczynam pisać w 3.os
mam nadzieję że to wam nie będzie przeszkadzać a mi będzie o
wiele prościej wyrażać uczucia bohaterów.
Zapraszam do czytania
Zdawało
mi się że droga dłuży się w nieskończoność. Bardzo możliwe
że to przez korki, czerwone światła na których zatrzymywaliśmy
się dość niespodziewanie często. Ale nie mam na co narzekać,
było fajnie, bardzo sympatycznie.
Razem
z Luke'm spędziliśmy pół dnia i trochę nocy, zanim ułożył mi
miejsce do spania w ich pokoju gościnnym minęło ok. półgodziny.
Kto by pomyślał że on to taki perfekcjonista i będzie mi dobierał
poduszki na łóżku, żeby tylko ładnie wszystko wyglądało.
-Emily
może zostać ile będzie chciała, chociaż obca dziewczyna, znasz
ją dzień, nie wiadomo kim się okaże, właśnie Luke mam nadzieję
że ją przeprosiłeś porządnie, biedna dziewczyna musiała się
wycierpieć, a uderzenie drzwiami szczególnie przez ciebie,
wkurzonego musiało nieźle zaboleć.
-Podejrzewam
i mówię Ci od razu mamo że to fajna dziewczyna, fakt nie znam jej
zbyt długo ale jest w niej coś takiego innego niż w tych
wszystkich szalejących fankach. - blondyn nalewał mleka do kawy.
Dla niego kawa rano to jak rytuał. Mocna dawka kofeiny i od razu
człowiek staje na nogi. A ponieważ Emily jeszcze spała,
przynajmniej tak wnioskuje po cichym chrapaniu za drzwiami. Nie
chciał jej budzić, pozwolił jej się porządnie wyspać. W tym
czasie zrobił jej dwa tosty z serem i herbatę, bez cytryny z dwiema
łyżeczkami cukru, tak się wczoraj właśnie od niej dowiedział.
Emily
usiadła do stołu który oddzielał kuchnie od jadalni rodziny
Hemmings. W ich domu było tak przytulnie, rodzinnie. O wiele inaczej
niż u niej, nie był to drogi, ekstrawagancki dom, ale bardzo
przytulny, tętniący życiem, muzyką. Od razu wpadły w jej oczy
zdjęcia małego Luke'a wraz z braćmi Jack'm i Ben'm w piaskownicy,
obok Luke z chłopakami na koncercie i Jack z jego narzeczoną w
ładnej kremowo, błękitnej ramce. Wszystko było takie idealne.
.Emily
w przyszłości bardzo chciała mieć taki przytulny domek, dzieciaki
biegające wokół stołu gdzie będą jeść wspólnie obiad.
Oczywiście jej mąż, Luke, bawiący się razem z dzieciakami. O
takiej przyszłości marzyła, ale jej rodzice wybrali zupełnie inną
przyszłość. Ona razem z Jack'm prowadzą ich firmę, mieszkają w
dużej bogatej posiadłości. Z jej rodzicami nie ma łatwo, nie
rozumieją że ich córka może nie chcieć iść w ślady rodziców,
że ma inne plany. Oni nic nie rozumieli.
-Oni
nic nie rozumieją -pomyślała Emily, gryząc powoli tosta i po
pijąc herbatą. - Pyszne śniadanie dziękuję Luke.
- To tylko tosty, na kolację się bardziej postaram. Ale wiesz żadnym szefem kuchni nie jestem. - uśmiechnął się pod nosem, i zaczął znosić brudne naczynia do zmywarki. - A i tak wg to zabieram Cię na mały zapoznawczy obiad. Jeśli nie wstydzisz się wg wyjść gdzieś ze mną to zapraszam.
- Jasne że chcę, tylko żebyś mnie znowu drzwiami nie uderzył – zaśmiała się a Luke to odwzajemnił.
- Będę uważał ślicznotko – popatrzył jej w oczy i lekko się uśmiechnął. Dobrze wiedział że zawstydzi dziewczynę więc dodał do swojego małego uśmieszku małe przegryzienie wargi. Które zresztą onieśmielało wszystkie Luke girl. Tak samo jak Emily.
Na
jej twarzy od razu pojawiły się pierwsze rumieńce, starała się
nie zwracać więcej uwagi na przystojnego blondyna i jego wargi żeby
nie być czerwona jak burak. Oj było ciężko.
Po
śniadaniu Emily chciała wyglądać jak najlepiej, żeby zrobić
dobre wrażenie na swoim ukochanym. Na szczęście zabrała białą
koszulę która idealnie pasowała do czarnych rurek z dziurami. Ale
jedyne co miała do upiększenia się to tusz i jasną matową
szminkę. A jednak dwa kosmetyki i już wyglądała ładniej, i wcale
nie musiała nakładać nie wiadomo ile produktów żeby wyglądać
efektownie. Nie odstrzeliła się jak na jakąś randkę ale uroczo i
dość elegancko jak na wyjście na obiad ze znajomym. Jeszcze
jeden problem.. - włożyła w prawe ucho słuchawkę, podgłośniła
nie co Fall Out Boy i próbowała jakoś ułożyć swoje niesforne
włosy. - Kucyk? Nie.. źle to wygląda, warkocz? Nie, najgorzej,
kucyk? O nie.. nie i nie. - mówiła do siebie podśpiewując Thanks
for the memories. Nie świadoma tego że pewien zainteresowany
człowiek stoi pod drzwiami i ma z niej nie mały ubaw.
- Zostaje tak – rozpuściła włosy, nagle usłyszała ciało upadające na miękki dywanik przed drzwiami
- Ałć.. nie podsłuchiwałem.. słowo -Luke chwycił się biodro na które upadł i powoli wstał. Emily gapiła się na niego przez chwilę i była pewna że słyszał jej głośny monolog o „wkurwiających włosach”. - Żyję, dzięki że pytasz.
( mała uwaga, wypunktowanie to nadal dialog, przepraszam za to.
Pozdrawiam Natalię dla której dedykuję ten rozdział. Naciu długo czekałaś, w końcu jest! :) )