Zabrałam,
co najważniejsze, kilka ubrań, cudne płyty, telefon, słuchawki,
pieniądze, tusz do rzęs i gitarę. Ucieczka to jedyny sposób, żeby
wyrwać się z tego wariatkowa. Wieczne bale, bankiety,
rozpusta jak dla mnie za dużo. Kurcze, ile tak można? Dla nich
tylko praca się liczy, pieniądze i ich status w
wielkim świecie. Dla córki nie mają czasu. Nie... To znaczy
mają... Kolacja, śniadanie... Czasami gdzieś wspólnie
wyjdziemy...
Na
kolejną wielką imprezę z okazji osiagnięcia większych obrotów
przez firmę rodziców nie mam najmniejszej
ochoty. Zawsze muszę wyglądać perfekcyjnie. Udawać, że ich
kolejne sukcesy mnie interesują. Dobra cieszę się ich szczęściem,
ale bez przesady...
Myślą,
że jak dostanę kasę, dużo kasy, to będzie super. I tak kupuję
tylko nowe gitary, struny do gitary, kostki do gitary czy długopisy.
Po to, by zapisywać nowe piosenki. Tak właśnie. Jestem uzdolniona
muzycznie, kocham śpiewać, grać na gitarze, pisać piosenki. Tak
dla siebie. Oczywiście słucham wielu zespołów, chodzę na
koncerty i kupuję masę płyt. Rodzice tego u mnie najbardziej nie
lubią. Tej odmienności. Myślę, że mam to po dziadkach, oni też
kochali muzykę. Grali w kapelach itp. Niestety nie żyją, a moja
mamusia nie odziedziczyła tego po nich. Chyba tylko moja ciotka
Molly. To ona jest taka właśnie inna, szalona, kreatywna jak ja.
Tyle tylko, że mnieszka we Francji. Utrzymuje się z malowania,
naprawdę cudnie rysuje. W pokoju na ścianie mam jej obraz. Hymm...
nazwała to chyba zabawą barw. Ale nieważne. Uciekam!
Zeszłam
z tarasu, bo to akurat trudne nie było. Prosto z balkonu prowadziły
schody do ogrodu. Później za to trudniej. Moja trasa do wolności
prowadziła koło basenu. Basen zaś był dobrze widoczny z salonu,
gdzie rodzice siedzieli niemal bez przerwy.
-
Pff raz się żyje! – Szłam poprzez krzaki, uważając na małe
czujniki ruchu, które zamieścił mój tata po tym, jak już kiedyś
uciekałam. Udało się.
Dalsza
trasa wiodła przez ścieżkę kwiatową. Jedyne takie miejsce, które
tam uwielbiałam. Tyle kwiatów od róży poprzez chryzantemy,
tulipany, stokrotki, i na samym końcu moje ukochane niezapominajki.
Przypomnijały mi dzieciństwo, gdy dawno temu razem z mamą je
zrywałyśmy... Teraz już tego nie robimy... Szybko obeszłam
kwiatki. Pobiegłam wzdłuż żywopłotu.
-
Raz.. dwa.. trzy - trzy kroki wytraczyły. Weszłam w żywopłot, a
tam czekała na mnie moja droga ucieczki. Tajne przejście zrobione specjalnie dla mnie przez naszego ogrodnika Matt'a. Starszego odemnie
o jakieś trzy lata. Bardzo go lubię. Rozmawiamy często. Jest
wysoki, przystojny. Bardzo fajny. A rodzice dobrze mu płacą... No
więc pracuje już to dwa lata.
-
Wolna! - pomachałam lekko w stronę domu - Nie szukajcie mnie,
wrócę... Kiedyś... - szybko ruszyłam w stronę miasta.
Wyciągnęłam słuchawki, włożyłam wtyczkę do telefonu, a
końcówki słuchawek do uszu, wyciszając się i śpiewając We
Might Be Dead By Tomorrow.
Chodziłam
wokół parku, zdenerwowana. I świadoma tego, że pewnie za chwilę
rodzice się zorientują, że uciekłam.
-Kurcze...
gdzie ja pójdę? - no właśnie... wszystko niby zaplanowane, a
uciekam do nikąd.. - Do Mary nie pójdę, wkurwi.. wkurzyła mnie
totalnie. Wredna suk... Pozwala sobie, rządzi się i zgrywa wiecznie
pokrzywdzoną przez ten, jej zdaniem, „pojebany świat”. Rodzice
ją kochają, pozwalają na wszystko, uczyć się jakoś specjalnie
nie musi. Zachowuje się jak gówniara, a uważa za nie wiadomo jak
dorosłą... Niby taka cudna, a ubiera się jak ja... Odgapia
wszystko, styl, muzykę, grę na gitarze, sposób zachowywania się.
Jeju... znowu gadam do siebie.
Chodziłam
tak w kółko po moim ulubionym parku, oglądając innych, pary które
całują się, wygłupiają. Gadają. Robią szalone rzeczy, często
uprawiają seks pod wpływem alkoholu albo prochów. A jeśli chodzi
o miłość, to nie mam nikogo. Moja smutna prawda... No oczywiście
zakochuję się, albo ktoś we mnie. Ale bez wzajemności. A ja
głupia potem płaczę nocami.. Zdarza się w takich chwilach, że
się potnę prawie do krwi... Wiem... moja psycha jest straszna, ale
cudna. Robię to, bo cierpię... Jak wiele innych osób... Tylko
każdy ma swój sposób na to... Ja się tnę i płaczę nocami, a
ktoś zabija, wyżywa się po innych, chodzi do psychologa czy do
kogoś bliskiego wyżalić się i pogadać.. A na przykład
psychopaci porywają kogoś i torturują na różne sposoby. Ja
osobiście wzięłabym tę osobę tzn chłopaka, który mnie
zlekceważył albo sprawia, że przez niego płaczę i zaciągeła bym
go gdzieś w krzaki niby że chcę się ruchać, oczywiście mając
że sobą nóż, i zaczęłabym go nim ciąć po ciele, żeby czuł
taki ból jak ja. A potem przywiązałabym go do drzewa i napisała
na czołe: „Dupek!”... Wiem... lekko straszne, ale psychopata
właśnie by tak zrobił.
Chcę
natrafić na kogoś cudnego.
Hymm
musi być wysoki, wyższy ode mnie, niech ma niebieskie oczy, jasne
włosy, ładne ciało, może jakiś kolczyk czy tatuaż. Ooo... niech
będzie zabawny. Przytula mnie, kiedy tego chcę, pociesza, kiedy
jest mi źle i całuje tak bez okazji. Niech będzie poważny
bardziej, niż zabawny. Słucha podobnej muzyki, śpiewa, ale nie
konkretnie rap. Pop rock tylko coś pomiędzy tym. Jeśli by mógł
powinien grać na czymś, obojętne na czym. Musi być miły,
szczery, kochany, dobry, cudny, przystojny, niezwykły, jedyny taki
na świecie, idealny...
Usiadłam
na krawężniku przy bocznej uliczce. Czułam się jak jakiś pies
bez domu, siedzący i proszący o przygarnięcie. Zobaczyłam z
oddali nadjeżdżające, czerwone auto. Muzyka w nim grała
wystarczająco głośno, żebym mogła usłyszeć ACDC, jedną z
lepszych piosenek. Rocker. Piosenkę, którą uwielbiam i której
ostatnio słucham godzinami. Próbuję ją nawet jakoś zatańczyć,
chociaż skutki są wręcz śmieszne. Klimat piosenki jak z lat 70...
cudny, uwielbiam takie piosenki. Zawsze, kiedy chciałam posłuchać
jej głośniej, rodzice zabraniali, mówiąc: „Wyłącz te jęki,
posłuchaj czegoś klasycznego, zagraj na pianinie.” Straszne...
Dla nich liczy się tylko muzyka klasyczna, spokojna, nie zaburzająca
ich spokoju i wiecznej harmonii.
Wkurzony
kierowca, który wysiadając z auta gadał przez telefon, klnął jak
głupi. Nie zauważył mnie i mocno otworzył drzwi, tym samym
uderzając mnie prosto w twarz. Ja od razu wylądowałam w pozycji
leżącej na zimnym i brudnym chodniku.
Ał!
- poczułam jak nagle krew poleciała mi z nosa. Krew leciała mi na
usta, brodę, potem szyję i na końcu z brody pociekła mi na biust.
Złamał mi nos. A ja w ryk, choć krzyk uwiązł mi w gardle, bo ból
był tak silny, że łzy same napłynęły mi do oczu i płynęły
strumieniami - Oszalałe...
I o to pierwszy rozdział ;) mi się podoba. Jedna osoba czytając to się rozpłakala. I nie wierzyła że to ja napisał..hah i jeszcze pytanko. Jak myślicie kto złamał Emi nos? Piszcie z komentarzu -Mrs.Hemmings
I o to pierwszy rozdział ;) mi się podoba. Jedna osoba czytając to się rozpłakala. I nie wierzyła że to ja napisał..hah i jeszcze pytanko. Jak myślicie kto złamał Emi nos? Piszcie z komentarzu -Mrs.Hemmings
Ciekawe ;) Czekam na drugi rozdział :D
OdpowiedzUsuń;)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńBaaardzo mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńCiesze się bardzo :)
Usuń